Zielona 2019 – dzień 7.

Magda Anioł w jednej ze swoich piosenek śpiewała: „Czy chce się czy nie, czy dobrze, czy źle, łatwo czy trud, gorzko czy miód, ja idę, idę – nigdy nie zawrócę, drogi nigdy nie porzucę, ja idę.”  Sami przyznacie, że piosenka idealna na pielgrzymkę (chyba trzeba ją wprowadzić do naszego repertuaru). Faktycznie, chodzenie to od 6 dni nasze główne zajęcie, wokół którego kręci się wszystko inne i od którego nie ma odwrotu. Niejeden mógłby zapytać: po co tak idziecie, nie znudziło Wam się, nie macie dość?

Przyznam szczerze, rzeczywiście, czasami wolałoby się zamienić to „ja idę” na ” ja leżę” albo przynajmniej na „ja siedzę”. Poza tym jedna czynność powtarzana nieustannie staje się z czasem monotonna. Jednak tutaj, na pielgrzymce – chociaż mogłoby się wydawać ze „tylko idziemy”, nie ma mowy o nudzie.

Weźmy na przykład dzisiejszy dzień. Wstaliśmy o 04:10 i od razu było sto rzeczy do zrobienia. Trzeba było spakować walizkę, zwinąć śpiwór (wciąż mam problem w tym żeby się zmieścił w swoim pokrowcu). Trzeba było złożyć namiot, umyć zęby, zjeść szybkie śniadanie, spakować plecak (wbrew pozorom to dość trudne zadanie – bo trzeba nieźle się nagłowić, żeby wziąć wszystko, co jest potrzebne i jednocześnie zachować plecak lekkim). Potem (oczywiście ze śpiewem na ustach) wymaszerowaliśmy. Dzisiejszy dzień nie należał do najłatwiejszych. Można wręcz powiedzieć, że był jednym z tych najtrudniejszych na całej pielgrzymce. Przeszliśmy około 40 km w sześciu etapach. Wędrówkę utrudniało dzisiaj palące słońce, wyciskające ze strudzonych pielgrzymów siódme poty. Pierwszy etap doprowadził nas do Sulejowa, gdzie uczestniczyliśmy w Mszy Świętej odprawianej przez arcybiskupa Grzegorza Rysia. Na kolejnych etapach jak zwykle dużo się działo. Poświęciliśmy czas wspólnym rozmowom, śpiewom i modlitwie. Nie zabrakło Godzinek, Różańca, Koronki do Bożego Miłosierdzia i rozważania Ewangelii. Po obiedzie dołączyło do nas małżeństwo Rostkowskich, Piotr – psycholog i Agnieszka – pedagog, którzy podzielili się świadectwem. Opowiadali nam  o emocjach i o tym jak ważne jest, by je rozpoznawać i wsłuchiwać się w nie.

Po przyjściu na nocleg na twarzy pielgrzymów wyraźnie rysowało się zmęczenie i trud całego dnia. Mimo to nikt nie chce porzucać naszej pielgrzymiej drogi. Dzielnie kroczymy, ciesząc się wspólnymi Zielonymi chwilami. Wiemy, że kiedy skończy się pielgrzymka, to nasze nogi i plecy prawdopodobnie odetchną z ulgą, ale serce będzie tęskniło za tym ciągłym: „ja idę”.

Konferencja Agnieszki i Piotra:

Zdjęcia z siódmego dnia pielgrzymowania TUTAJ.