Dzień szósty

Drodzy sympatycy grupy Zielonej!
Dzisiejszą relację zaczniemy od pytania – który moment w ciągu dnia Pielgrzyma jest według Was najprzyjemniejszy? Sama dzisiaj się nad tym zastanawiałam i mimo tego, że na myślenie miałam naprawdę dużo czasu, bo aż 8 godzin marszu, to nie znalazłam rozwiązania tej zagadki. Bo jak wybrać ten najprzyjemniejszy z momentów, kiedy ma się taki duży wybór – wczesna pobudka w zawilgotniałym namiocie, wielogodzinny marsz na stopach równo pokrytych bąblami, kąpiel za stodołą w misce zimnej wody – to tylko niektóre z pozycji. Sami przyznacie – trudne zadanie. Wniosek z tego płynie jeden – dzień Pielgrzyma jest po brzegi wypełniony samymi przyjemnościami – mimo trudu, znoju i zmęczenia – każdy moment podczas pielgrzymki jest niezwykły, wyjątkowy i wartościowy. Czas jednak zakończyć już te rozważania i opowiedzieć Wam jak dzisiaj spędzaliśmy czas, co sprawiło, że dzisiejszy dzień znów można uznać za piękny i udany.

Dzisiejszy poranek zaczął się dla nas wyjątkowo przyjemnie, dużo przyjemniej niż zwykle, bo „Zielona wstajemy” zadzwoniło nam w uszach nie o 04:00 czy 05:00 jak w poprzednich dniach, ale dopiero o 07:00. O godzinie 08:00 ruszyliśmy. Warto zaznaczyć, że dzisiejszy dzień był szczególnie przyjemny jeszcze ze względu na jedną sprawę – od samej pobudki, aż po dojście na nocleg towarzyszył nam przyjemny opad  – mżawka, kapuśniaczek, ulewa – do wyboru do koloru. Dzisiaj wyjątkowo nie mogliśmy narzekać na brak kąpieli. Pierwszy etap nie trwał długo, bo zaledwie po kilkunastu minutach doszliśmy do Kościoła, gdzie wspólnie z innymi grupami uczestniczyliśmy w Mszy Świętej. Napełnieni duchowym pokarmem i tym nieduchowym także – bo później był czas na szybkie śniadanie, ruszyliśmy w drogę – która chociaż przyjemna, to tym razem także wyjątkowo trudna. Szliśmy w deszczu i błocie wlewającym się szerokim strumieniem do naszych sandałów. Dodatkowo zostaliśmy pozbawieni pierwszego postoju – gdyż w lesie nie było warunków do odpoczynku – przeszliśmy więc na raz 12 kilometrów. Czekała na nas jednak nagroda – obiad był zaplanowany w szkole w Smardzewicach i już po raz kolejny w trakcie naszej już sześciodniowej drogi przekonaliśmy się jak dobre są ludzkie serca Mimo ze szkoła jest zwykle zamknięta podczas odwiedzin pielgrzymki, to tym razem otwarto ją specjalnie dla nas. Dyrektor i obsługa nie patrzyli na to, że po naszej krótkiej wizycie (przerwa obiadowa także została skrócona) będą musieli spędzić długie godziny na sprzątaniu wydeptanych przez ubłocone stopy pielgrzymów korytarzy. Pozwolili nam zaznać ciepła, które w trakcie dzisiejszego dnia było wyjątkowo trudno znaleźć.

Z wielkim żalem opuściliśmy budynek szkoły. Niektórzy tak bardzo przykleili się do ciepłych grzejników, że spóźnili się na zbiórkę Zielonej i kolejny etap musieli przejść w innych grupach. W tym gronie znalazłam się także niestety ja. Poobiedni etap spędziłam z bardziej wyważoną i spokojną grupą fioletową – trzeba przyznać, że przyjemnie się z nimi wędrowało,  ale jednak przez te półtorej grupy zatęskniłam do mojej rozśpiewanej, rozkrzyczanej i  zawsze uśmiechniętej Zielonej. W trakcie mojego krótkiego pobytu u fioletowych braci i sióstr, Zieloną odwiedził niezwykły gość – siostra Julia Dubowska, eucharystka, naoczny świadek Cudu Eucharystycznego w Sokółce. Jak można przypuszczać jej świadectwo było wyjątkowe i poruszające – trudno opisać, lepiej posłuchać -> posłuchaj świadectwa s. Dubowskiej:

Wraz z końcem poobiedniego etapu przestał padać deszcz, kolejny postój był więc wyjątkowo przyjemny. Niestety pięć minut przed jego końcem opad powrócił i towarzyszył nam już do końca – do samych Strzelc, w których dzisiaj śpimy. Nasi Gospodarze – jak zwykle, jak w każdej miejscowości – wyjątkowo gościnni i wyjątkowo otwarci – szybko go rozpędzili. Jak sami mówią – co to by była za gościna w deszczu. Namioty rozłożyliśmy więc już bez towarzystwa naszego wiernego dzisiaj towarzysza. Dzień zakończyliśmy jak zwykle wspólną modlitwą, a bajkę na dobranoc odpowiedział kleryk Łukasz.

Gwar w gospodarstwach powoli cichnie, namioty rozświetlają się latarkami – to znak, że czas iść spać. Trzeba przygotować się na kolejny trudny, długi, ale przecież przyjemny pielgrzymi dzień. Kochani Sympatycy Zielonej – do usłyszenia jutro, a jak na razie – życzymy Wam przyjemnych snów i dobrego czwartku – po  brzegi wypełnionego przyjemnymi i wyjątkowymi momentami.

Zapraszamy gorąco do galerii zdjęć dnia szóstego oraz na filmowe podsumowanie dzisiejszej wędrówki :)